38 tydzień

Wow! Kiedy to minęło? Przecież dopiero był marzec, obudziłam się wczesnym rankiem i wiedziałam – jestem w ciąży. Dwa tygodnie poźniej przeczucia potwierdziły się testem.

A teraz – jest już koniec października, termin na połowę listopada, a mnie ogarnia coraz to większe przerażenie :))). Nie, nie porodem, jakoś tak się czuję nieprzygotowana – że za mało ubranek, że tyle rzeczy powinnam jeszcze zrobić – a potem siadam z kartką i chcę zanotować co konkretnie, a wychodzi, że kupić koszulę nocną do szpitala i spakować torbę.

Nie mogę doczekać się już kiedy nasz Maluszek pojawi się na świecie – nie wiemy czy chłopczyk, czy dziewczynka, robimy sobie niespodziankę, ale wzmaga to jeszcze chęć przyspieszenia całego procesu.

Pomijając już fizyczne zmęczenie (pierwsza ciąża to bułka z masłem) spowodowane również ganianiem za Marcelem, to już tak bardzo chciałabym przytulić Maluszka, powąchać, potrzymać za rączkę, po prostu nie mogę doczekać się naszego spotkania :).

Ciążę znoszę bardzo dobrze, prócz ogromnego zmęczenia raz tylko przez tydzień bolały mnie plecy. Przytyłam 5kg mniej niż w pierwszej ciąży, ale z pewnością ruszałam się dużo więcej, plus jeździłam na rowerze do 36tygodnia – strasznie żałuję, że nie miałam licznika kilometrów, ciekawa jestem ile przejechałam :).

Mój mąż wyjeżdża teraz na 2 tygodnie i wraca kilka dni przed terminem i trochę boję się, że zacznę rodzić jak go nie będzie, ale na szczęście mam tyle pozytywnych i życzliwych osób wokół siebie, które zaoferowały wsparcie i pomoc, że łatwiej będzie mi znieść tą rozłąkę.

Ostatnio na ten mój wewnętrzny marazm zaczęłam oglądać namiętnie seriale – najpierw było The Killing – nikomu nie polecam jak ma doła, rzecz dzieje się w Seattle, ciągle leje, główni bohaterowie są dołujący i generalnie ten serial przygnębił mnie. Za to teraz jestem na czwartym sezonie Dextera i mimo, że dwa pierwsze sezony były najlepsze, to i tak serial fajnie się ogląda, i na pewno nie jest smutny.

Jeśli chodzi o podróże, to na razie mała przerwa – ostatnio byłam w Gdyni u moich Dziadków na weekend, dwa tygodnie temu i to na razie będzie na tyle. Nogi mi się ruszają, najchętniej bym już gdzieś wyruszyła, ale wiem, że muszę chwilkę poczekać – zresztą jest na co – pod koniec stycznia planujemy jechać na miesiąc do Lizbony – uciekamy przed zimą, nawet mamy już bilety kupione. Wprost nie mogę się doczekać.

Jaaaaaaaaaaaaki długi ten wpis. Ale tak mnie jakoś wzięło na pamiętnik i spisanie stanu mego obecnego :).

 ah, no i zostałam nominowana do Liebster BLog Award i jest mi bardzo bardzo bardzo miło! Dziękuję Mati i jutro sama będę nominować, odpowiadać i zadawać pytania :)))

Pozdrawiam wszystkich którzy dotarli do końca!!!!

Komentarzy: 3

  1. Anonimowy
    23 października 2013 / 18:56

    Dotarli, dotarli Paulinko. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie. I myśle sobie jak fajnie w środku zimy wyjechać tam gdzie ciepło. Pozdrawiam serdecznie ciocia G.

  2. 23 października 2013 / 19:52

    udanego rozwiązania, niech dzidzia na tatę czeka. Pozdrówcie od nas Lizbonę, alfamę szczególnie, chociaż potro bardziej klimatyczne taki mmmm

  3. Anonimowy
    23 października 2013 / 23:49

    super wpis
    tesknimi za wami kochani!
    karolina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *