Norwegia

W końcu, po dwóch miesiącach w domu, ruszyliśmy się :)! Dla mnie dwa miesiące było już stanowczo za długo i niecierpliwie przebierałam nóżkami, by w końcu gdzieś się wyjechać. Nasz cel: Norwegia.
O wyborze Norwegii, jak to zwykle
bywa, zadecydowały bardzo tanie bilety lotnicze do Bergen. W dwie
strony zapłaciliśmy za naszą trójkę tylko 300zł.
Jeśli chodzi o Norwegię, to czytałam
sobie wcześniej trochę na temat tego kraju, że porządek, że pięknie, że
dużo pada i że okropnie drogo. Ale tak sobie myślałam, eh, okropnie
drogo, to pewnie tak do wytrzymania, jakoś damy
rade, w Anglii niby też jest drogo. Zastanawiałam się nad wzięciem zapasów jedzeniowych, ale w końcu zrezygnowałam
i jedyne, co zabralam  to
paczka pieluch, słoiczki dla Marcelka na każdy dzień, płatki na śniadanie i mokre chusteczki. No i bardzo żałowałam, że tylko tyle rzeczy zabrałam. Tam
jest rzeczywiście OKROPNIE drogo. Na szczęście, przez 4 dni byliśmy
goszczeni przez moją koleżankę Marysię, a więc objadaliśmy ich lodówkę i korzystaliśmy z polskiej gościnności :). 

Każdemu kto wybiera się do Norwegii, a
tam nie zarabia bądź nie jest mega bogaty, polecam wykupienie
dodatkowego bagażu i wzięcie jedzenia na cały pobyt. Przykładowe ceny:
bochenek chleba w piekarni 20zl, drożdżówka z cynamonem
17zl, dwa(!) naleśniki w knajpce 60zl. No, to resztę sobie można
wyobrazić. Noclegi również nie należa do najtańszych, w hostelu (YMCA hostel,  świetne warunki dla dzieci, jest salka, gdzie jest wielka szafa z zabawkami, klockami i samochodzikami), w
którym niestety już nie było dla nas miejsca, jest to koszt 100zł od
osoby, w 8-osobowej sali, a my spaliśmy na kwaterze prywatnej,
w przepięknym mieszkaniu za 300zł za noc. No, to to by było na tyle
narzekania, bo…

Norwegia jest przepiękna! i ja tam
kiedyś wrócę! jak tylko Łukasz znajdzie sobie pracę na platformie
wiertniczej w norweskiej firmie :))).

Jak juz wczesniej pisalam, przez 4 dni byliśmy u Marysi i Rafała, w wiosce, która nazywała się Sande. Sande jest malutkie, nie jeżdżą tam żadne autobusy, najbliższy sklep jest oddalony o 15 km, ale za to jest tam ślicznie – chodziliśmy sobie na spacery, a w którą stronę się nie ruszyliśmy, to zaraz droga się kończyła i wychodziliśmy na śliczną zatoczkę. Mieliśmy niebywałe szczęście, że na przeciwko naszego domku bylo przedszkole – był tam plac zabaw, masa zabawek i popołudniami nikogo tam nie było, a brama była otwarta. Marcel był wniebowzięty – cały czas z rodzicami, dużo zieleni, przestrzeni do gry w piłkę i pusta droga po której można było biegać.

Po 4 dniach, promem dostaliśmy się do Bergen. Tam również pogoda nam dopisała (a podobno jest to najbardziej deszczowe miasto w Europie – raz pod rząd lało 83 dni) i trochę sobie pospacerowaliśmy oraz wjechalismy kolejką na Floyen (szczyt o wysokości 399m, jeden z siedmiu otaczających Bergen)
Bergen jest cudne – bardzo zadbane, urokliwe, pełne drewnianych śłicznych domków, wszędzie są kwiaty, bardzo nam się podobało. No i pełno tego, czego nam tak strasznie brakuje w Łodzi – lasy, szlaki piesze, zatoczki – dla wielbicieli spędzania czasu na świeżym powietrzu – raj.
Na Floyen znajduje się bardzo fajny plac zabaw – prawie całkowicie wykonany z drewna, Marcelowi bardzo się tam podobało. Niedaleko znajduje się również park Trolli.

Chwilę przed odlotem byliśmy również na targu rybnym i w Bryggen, Marcelowi na targu bardzo podobały się krewetki (?).

Podsumowując naszą wyprawę – na pewno czuję niedosyt i na pewno do Norwegii wrócę. Nawet powiesiłam sobie mapkę na szafie i codziennie na nią patrzę. Chciałabym wyruszyć na szlak z plecakiem na plecach, namiotem, śpiworem i całym ekwipunkiem i wbić się w te odludne tereny.
Ale to może kiedyś jak zaciśniemy pasa i sobie na tą wyprawę sporo zaoszczędzimy :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *