Tu, gdzie teraz jesteśmy

Nasze miejsce pobytu trochę się zmieniło:
Tuż przed moim przyjazdem tutaj, dostałam maila od Lisy
(która nas tu gości), że mają pewnego rodzaju problemy prawne z właścicielami
finki (to taka właśnie mała farma), którą wynajmują i muszą się z niej wynieść.
Ogólnie rzecz biorąc, mężczyzna, który im tę finkę wynajął, umarł – i teraz
jego spadkobiercy chcą jak najszybciej odebrać spadek. W związku z tym, musieli
wynająć inny dom i tam się przenieść. Oczywiście w tym domu czekał na nas
pokój. Jedyną niedogodnością nowego miejsca jest to, że budynek ten znajduje
się przy bardzo ruchliwej ulicy, ale na szczęście bardzo blisko przystanku
autobusowego, więc łatwo wybierać się na wycieczki.
Dom jest duży, ma 6 pokoi, dwie łazienki, dużą kuchnię,
taras, który jest równocześnie dachem i dzieci uwielbiają tam siedzieć i takie
tylne podwórko, gdzie można pograć w piłkę. Jest tu wspaniały widok – z jednej
strony na górę Teide a z drugiej na bezkresny ocean, tutaj zresztą, gdzie się
nie pojedzie, to cały czas ten ocean widać i to jest tak niesamowicie piękne i
kojące.

 widok na El Teide

 a tu ocean

 nasz domowy plac zabaw

 dzieciaki
W tym domu mieszkamy z Marcelkiem z niemiecką rodziną: Lisą
i Kajem, oraz dwójką dzieci Lisy – pięcioletnią Anną oraz sześcioletnim Olem.
Dzieciaki często się razem bawią i razem psocą, co czasem umila czas, a czasem
mam ochotę ich pomordować J.
Nie mam tu niestety Internetu, chodziłam po wszystkich
okolicznych barach i restauracjach i tylko w jednym mają wi-fi, ale nie łapię
tu niestety sygnału. No i jestem w związku z tym na internetowym odwyku.
Nasza okolica, to w jedną stronę Santo Domingo, bardzo mała
miejscowość, taka większa wieś. Bardzo przyjemna, no i mają fajny plac zabaw
koło kościoła, z widokiem na ocean. Chociaż Marcel i tak woli latać po
okolicznych schodach. Zaś w drugą stronę do miasta daleko, ale po drodze jest
pełno barów i mały plac zabaw. Więc jak Marcel mi wariuje, to biorę go na
przechadzkę albo w lewo albo w prawo 🙂.
Jest nam tutaj dobrze, chociaż strasznie za Łukaszem tęsknię
no i ta rodzina u której mieszkam nie jest jakaś super towarzyska, więc czasem
nawet nie ma z kim pogadać. Niemniej jednak, mam tyle biegania za Marcelem, że
wieczorami po prostu padam na twarz, trochę czytam i o 21:15 już śpię :).
Codziennie z Marcelem gdzieś jeździmy, najczęściej do Icod,
bo tam najbliżej, no i nasz ulubiony figloraj jest.
Pogodę mamy bardzo dobrą, padało tylko raz – w Wigilię.
Dzisiaj, 1-go stycznia, jest trochę chłodniej, bo słońce za chmurami, ale
chłodniej tutaj oznacza 18 stopni 🙂 
.
 taki tam przystanek 🙂
 widoczek z placu zabaw w Santo Domingo
Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *