Wakacje w tym roku mieliśmy krótkie, ale intensywne. Miłe wspomnienia są, a to przecież najważniejsze. Mira ruszyła w pierwsza trasę i mam nadzieje, ze nie umęczyłam jej za bardzo.
Z Berlina pociągiem udałyśmy się do Poznania, a stamtąd do Gdyni. Podróże pociągiem z wózkiem nie należą do najprzyjemniejszych, ale na szczęście dzięki życzliwości ludzi dałyśmy radę.
Gdynię darzę ogromnym sentymentem. Moja mama pochodzi z Gdyni i jej cała rodzina mieszka tam od wielu lat. Jako dziecko spędzałam tam całe wakacje, każde ferie i wiele świąt. Wspomnień mam masę, ale niektóre już niewyraźne. Uwielbiam do Gdyni wracać i odkrywać ja na nowo i po swojemu. Najczęściej jednak czasu na zwiedzanie brak, bo bywam tam rzadko i bardzo chcę spędzić jak najwięcej czasu z moimi dziadkami. Tak było i tym razem chociaż udało mi się kilka miejsc odwiedzić, chociaż głównie gastronomicznych ;). I wszystkie jak najbardziej polecam.
Na obiad:
Bar Mleczny Słoneczny
Na śniadanie:
Jak w Gdyni, to zawsze odwiedzam i Sopot, jakoś tak bardziej ciągnie mnie tam niż do Gdańska. Zawsze idę na ulubione Haszu w restauracji Kebab, a potem na plażę po stronie zachodniej. Bardzo teraz ładnie jest tam wszystko odnowione, parki zadbane, płace zabaw, jest bardzo przyjemnie. A najfajniejszy plac zabaw jest na plaży koło restauracji M15. Najlepiej zająć sobie miejsce od frontu i można w spokoju jeść i obserwować dzieci :). Jedzenie maja dosyć drogie ale całkiem smaczne. Jednak spokój i cień w którym można sobie SPOKOJNIE posiedzieć potrafią wiele zrekompensować ;).
Gdyni dołączyła do mnie moja najmłodsza siostra – Basia i razem ruszyłyśmy na Kaszuby. Zanim tam jednak dotarłyśmy, zrobiłyśmy przerwę na nocleg w Słupsku.
W Słupsku byłam już drugi raz i całkiem fajne wydaje mi się to miasto. Jest dużo kamienic, a ja jestem ogromna fanką kamienic, wiec wiele mi do szczęścia nie trzeba. Nocowałyśmy również w kamienicy, mieszkanie znalazłam przez airbnb i było świetne. Klimat i styl taki jak lubię, bardzo się w tym mieszkaniu wszystkie dobrze czułyśmy.
Zbyt wiele w Słupsku nie widziałyśmy, ale z polecenia naszego gospodarza, na śniadanie udalysmy się do kultowego baru mlecznego Koziołek Matołek. I coś mogę napisać? Było warto! Ten bar chyba się w ogóle nie zmienił przez ostatnie 40lat, wystrój, kuchnia, rysunki z przygodami Koziołka Matołka, to wszystko ma niepowtarzalna atmosferę. Na śniadanie wzięłyśmy po omlecie z konfitura i chociaż był niesamowicie tłusty to i tak zjadlysmy go ze smakiem :).
A podczas mojej pierwszej wizyty w Słupsku, odwiedziłam Muzeum Pomorza Środkowego żeby obejrzeć największa w Polsce kolekcję dzieł Witkacego. I powiem Wam, ze naprawdę warto, te obrazy robią ogromne wrażenie.
Ze Słupska, taksówka, dotarłyśmy do Borzęcina – do agroturystyki Figlarnia w której zostałyśmy 5 dni.
Miejsce to jest niesamowite i naprawdę mam nadzieje, ze tam jeszcze kiedyś wrócę.
Przez 5 dni nie ruszałyśmy się stamtąd, a trochę się tego bałam – niepotrzebnie. Mimo, ze pozornie nie ma zbyt wiele do roboty, to człowiek tak się tam wycisza i relaksuje, ze naprawdę nie chce się nigdzie wyjeżdżać. Teren Figlarni jest bardzo duży, Wiec nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Są leżaki, są hamaki, jest stodoła w której jest sauna, jacuzzi i przestrzeń wspólna. Są baseny z których Roma nie wychodziła, jedyne co musiałyśmy z Basia robić to na zmianę na nią patrzeć. Wow, jakie to były cudne wakacje! Jak ja tam odpoczęłam, przeczytałam dwie książki, minimalnie korzystałam z telefonu, jakie to było wspaniałe!!! Gdy mój mąż po nas przyjechał, to nie chciał stamtąd wyjeżdżać. Nie mogę nie wspomnieć również o jedzeniu, które było pyszne. Naprawdę, jeśli chcecie odpocząć, to Figlarnia na pewno Was nie rozczaruje!
Po Figlarni pojechaliśmy do domków w Jezierzanach ale ta część wycieczki to już temat na kolejny wpis :).
Pozdrawiam!